Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu (więcej informacji).
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki. Rozumiem, nie pokazuj więcej tego komunikatu.

Współpracujemy z:


certyfikat on-line
Strona główna » Aktualności
 Aktualności

 <2010-02-26 09:50:53> Rośnie liczba upadłości – grozi nam powtórka z historii?

Od początku roku 2009 w sądach gospodarczych odnotowano 427 upadłości. Wygląda na to, że to nie koniec kłopotów, bowiem do tej liczby należy dodać 21 wniosków o ogłoszenie upadłości. Równie dramatycznie przedstawia się sytuacja firm postawionych w stan likwidacji. Na podstawie danych gromadzonych przez Wywiadownię Gospodarczą Dun & Bradstreet, a dotyczących ilości upadłości polskich przedsiębiorstw, wyłania się dość nieciekawy obraz. Od początku roku 2009 w sądach gospodarczych odnotowaliśmy 427 upadłości. Wygląda na to, że to nie koniec kłopotów, bowiem do tej liczby należy dodać 21 wniosków o ogłoszenie upadłości.Równie dramatycznie przedstawia się sytuacja firm postawionych w stan likwidacji. W pierwszych dziewięciu miesiącach w sądach gospodarczych odnotowaliśmy 809 otwartych procesów likwidacyjnych polskich firm. 


Byliśmy optymistami

 Przyczyn rosnącej liczby upadłości i likwidacji polskich przedsiębiorstw upatruje się głównie w problemie zatorów płatniczych, a recesja gospodarcza pomimo ogólnej dobrej sytuacji Polski dotyka firmy z sektora MSP. Wydawało się, że globalna recesja nader łagodnie obejdzie się z przedsiębiorcami z tego sektora. 
W początkowej fazie kryzysu w istocie tak było. Potwierdza to badanie przeprowadzone w dniach 5-6 marca 2009 r. na zlecenie firmy.net, z którego jasno wynika, że aż 90,61 proc. przedsiębiorców z sektora MSP uważało, że przetrwają kryzys, nawet jeśli potrwa on dłużej niż rok. 41,73 proc. nie dostrzega wpływu kryzysu na sytuację finansową swojej firmy, a 7 proc. zaobserwowało wzrost przychodów w związku z kryzysem.

Małe firmy są wrażliwsze

 Dziś już wiemy, że te optymistyczne prognozy nie mają racji bytu. Analitycy szacują bowiem, że kryzys gospodarczy dotknął co czwartą firmę w Polsce. Zdecydowanie największym problemem są zatory płatnicze. Małe firmy są bardzo wrażliwe, gdyż odpowiadają całym swoim majątkiem.Dlatego też, w przypadku kiedy przedsiębiorca nie wypłaci na czas należności, zapoczątkowuje falę zatorów płatniczych, narażając swojego kontrahenta na ryzyko utraty płynności finansowej.Ponadto należy zauważyć, że wszelkie opłaty z tytułu ZUS, wynagrodzeń dla pracowników oraz innych świadczeń muszą być ponoszone przez przedsiębiorcę regularnie. W przypadku opóźnień winą obarcza się przedsiębiorcę, a nie nierzetelnego kontrahenta, który nie wywiązał się ze swoich zobowiązań płatniczych. 

Coraz częstsze zaległości 

Zatory płatnicze stają się smutną rzeczywistością. Niemal we wszystkich branżach monitorowanych przez Dun & Bradstreet odnotowano wzrost liczby firm zalegających z płatnością. Najgorszą moralnością płatniczą wykazują się firmy z branży budowlanej i w sektorach produkujących na potrzeby budownictwa.W czerwcu 2008 roku, jak pokazuje raport, ze swoich zobowiązań płatniczych dla branży budowlanej nie wywiązało się 2947 przedsiębiorców. Jednak już w czerwcu br. odnotowano 4271. Kolejny miesiąc także nie przyniósł poprawy bowiem w lipcu br. 4016 przedsiębiorców zalegało z płatnością wobec 3133 przedsiębiorców w analogicznym okresie 2008 roku. Stanowi to odpowiednio wzrost o 1324 firm w czerwcu i 883 w lipcu.

 30 proc. tego co rok temu

Równie groźnie wygląda sytuacja zatorów płatniczych w branży producentów i dystrybutorów rur, urządzeń sanitarnych i osprzętu hydraulicznego. W porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku odnotowano ponad 25-proc. wzrost przeterminowanych płatności, z czego lwią część stanowią właśnie firmy małe i średnie.Niewiele lepiej jest także w branży metalurgicznej, gdzie wzrost w porównaniu z rokiem minionym za czerwiec stanowi 30 proc. Jednak problem zatorów płatniczych nie dotyczy tylko branży budowlanej. 

Powtórka z historii? 

Prognozy przedstawiają jednak o wiele bardziej czarny scenariusz. Na koniec roku liczba upadłości kształtować się będzie w granicach dwóch tysięcy. Potwierdzają to twarde dane liczbowe. Należy pamiętać o tym, że do tej liczby dodać trzeba kilka tysięcy firm, które zawieszą działalność na czas kryzysu.W przypadku znacznego zadłużenia firmy właściciele przepisują majątek na członków rodziny, z którymi mają rozdzielność majątkową, i wracają do działalności w momencie poprawy sytuacji na rynku. Wygląda więc na to, że zanosi się na powtórkę z roku 1995, kiedy to na rynku budowlanym pojawił się problem zatorów płatniczych. Wówczas wiele małych firm lawinowo traciło płynność finansową, co przekładało się na ich upadek, gdyż nie były w stanie spłacić swoich zobowiązań wobec ZUS czy też Urzędu Skarbowego. Nie pomagało wtedy tłumaczenie, że "nie zapłaciłem, bo i mnie nie zapłacono". 
 
Autor: Tomasz Starzyk
Ekspert Wywiadowni Gospodarczej Dun & Bradstreet Poland
Źródło: Gazeta Finansowa
Dodał: admin - 2010-02-26 09:50:53
wykonanie choruzy.pl © 2010